Real Madrid 6:1 Deportivo La Coruña
Estadio Santiago Bernabéu nie jest gościnnym stadionem. Real Madryt miażdży Deportivo 6:1.
Od samego początku mecz ułożył się niezwykle korzystnie dla gospodarzy. Już w 4 minucie meczu Cristiano Ronaldo zamienia na bramkę dośrodkowanie z rzutu rożnego wykonane przez Özil. Potem było już tylko lepiej. W 24 minucie po kapitalnym dograniu Higuaína strzela Özil. 34 minuta i jest już 3:0. Gola strzela Di María, podaje ponownie Higuaín. W 54 minucie zamiana, do pustej trafia Higuaín, podaje Di María. Gościom także zachciało się strzelać na bramkę, a nie tylko asystować w 60 zdobywają gola, samobójczego. Autorem jest Ze Castro, wspaniale dogrywa Marcelo i jest już 5:0. Tempo nieco spada, wprowadza się rozluźnienie. W takiej atmosferze w 79 minucie tracimy gola, autorem Rodriguez. Dobrze, że przy okazji za zagranie ręką nie wyleciał Marcelo. I gdy wydawało by się, że to już koniec bramek to jeszcze raz daje o sobie znać Ronaldo. Kapitalny cros od Xabiego Alonso, niesamowite przyjęcie Ronaldo i pewne wykończenie. Po tej akcji nasuwa się tylko jedno: Ronaldo wraca!
Real Madryt strzela 6 bramek, co podwaja jego dotychczasowy dorobek w lidze. Traci przy tym jedną, co również podwaja ‘dorobek’ straconych goli. Zdobyte dzisiaj trzy punkty dają nam trzecie miejsce w Primera División.
Real Madryt po tym meczu zasługuje na dużą pochwałę. Być może nie obyło się bez błędów, pomyłek czy niezrozumienia, ale generalnie w meczu tym wszystko funkcjonowało. Funkcjonowała obrona, która bardzo dobrze czyściła kontry rywali. O dziwo funkcjonować musiał także Casillas, który wybronił pięknie akcje sam na sam. Funkcjonował środek pola, który potrafił długo przetrzymywać piłkę, dobrze ją wymieniać i stwarzać okazję w ataku. Funkcjonowało w końcu dogranie i wykończenie. Tak, to pierwszy mecz, w którym Królewscy wykorzystali znaczną część sytuacji, które sobie wyrobili. Mourinho powiedział kiedyś, że jakaś drużyna zapłaci za niewykorzystane okazje, z pewnością tym pechowcem zostało Deportivo La Coruña. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby Królewscy wykorzystali wszystko, co sobie stworzyli. I tak był pogrom.
Jak mówiłem, cały drużyna zasługuje na duże brawa. Jeżeli trzeba by było jednak kogoś wyróżnić, to pasuje wyróżnić blok ofensywny, a więc kolejno:
Cristiano Ronaldo – dwie piękne bramki i dobre zrozumienie z kolegami, nie było widać egoizmu w jego grze, Cristiano wraca
Higuaín – dwie asysty i gol, nic więcej pisać nie trzeba
Özil – asysta i gol, kilka ładnych akcji i dryblingów
Di María – asysta i gol
Xabi Alonso – wraca król środka pola, pięknie dyrygujący grą, niesamowite crosowe zagrania (po jednym padła bramka), to jest Xabi z poprzedniego sezonu i takiego go chcemy oglądać
Pepe – to, że Real jest taki solidny w obronie w dużej mierze zawdzięczamy właśnie niemu, nie raz w pojedynkę czyści zapędy rywali, grając twardo i odważnie
Dominowaliśmy w każdym aspekcie gry, a przyjezdnej drużynie nie wychodziło po prostu nic…
Skład Królewskich (4-2-3-1):
Casillas : Sergio Ramos, Pepe, Carvalho, Marcelo : Khedira (Lass 46) , Xabi Alonso : Di María (Juan Carlos 78), Özil (Granero 69), Cristiano Ronaldo: Higuaín
Jak widać szansę debiutu otrzymał zawodnik Castilli: Juan Carlos. Zagrał na prawdę przyzwoicie i kilkukrotnie był oklaskiwany przez kibiców. Szansy nie otrzymał Benzema, być może, jak cały ofensywny blok, również by się przełamał. Zmiana Khediry na Lassa wyszła raczej na plus, choć widać było, że nieco zmienia się wtedy styl gry.
Królewscy w końcu grali ładnie dla oka. Nic dzienwgo, że kibice mimo deszczu, bawili się świetnie. Szkoda, że teraz czeka nas przerwa na mecze reprezentacyjne. Miejmy nadzieję, że nie popsuje tego co Królewscy zademonstrowali w tym meczu
21 lat - kibic Realu Madryt