Real Sociedad 1:2 Real Madrid
Real Madryt wywozi komplet punktów z San Sebastian, pokonując tamtejszy Real Sociedad 1:2. Widowisko nie było porywające, ale któż o tym będzie kiedyś pamiętał? Liczą się 3 zdobyte punkty. Teraz obserwujmy, jak sytuacja ułoży się na czele tabeli.
Ci kibice, którzy oczekiwali równie pięknej i porywającej gry Królewskich jak w meczu z Ajaxem musieli się bardzo rozczarować. To prawda, przez pierwsze minuty mieliśmy niepodwarzalna przewagę, jednak nic z niej nie wynikało. Potem raz w raz nękali nas zawodnicy z Estadio Anoeta i jakby zaczęli dominować. Sociedad stworzył sobie co najmniej dwie dogodne sytuacje do zdobycia bramki i mieliśmy dużo szczęścia, że na przerwę schodziliśmy z bezbramkowym remisem. Kibice musieli liczyć, że Mourinho jakoś natchnie naszych zawodników. Na bramkę nie musieliśmy długo czekać. Już w 51 pierwszej minucie Di María dał popis swoich umiejętności. Wparował w pole karne i pięknym technicznym strzałem posłał piłkę w samo okno bramki. Bramkarz bez szans, mamy 0:1. Gramka wyraźnie dodała naszym pewności siebie i gra układała im się lepiej. Oddali nawet kilka niecelnych strzałów. Jednak odpowiedź przyszła bardzo szybko. 63 minuta, rzut wolny ze strefy bocznej boiska, dośrodkowanie, błąd krycia Carvalho i Tamudo wbija piłkę do bramki z najbliższej odległości. Tak to już bywa, wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, a tutaj strata ze stałego fragmentu gry. Po tej bramce do głosu doszli gospodarze i stworzyli sobie jeszcze kilka sytuacji, co wyraźnie złościło naszego trenera.
W 74 minucie Cristiano został zfaulowany w okolicy 25 metra. Podszedł wykonać wolny, uderzył, piłka odbiła się jeszcze bodaj od pleców Pepego i wpadła pod poprzeczkę bezradnego bramkarza Sociedad. „Mamy 1:2, utrzymajmy do końca!” pomyślał pewnie nie jeden kibic (inni zaś pomyśleli „Goooooooooooooooooooool”). Do końca meczu było bardzo nerwowo, oba zespoły stwarzały sobie sytuację, choć Real Madryt dużo dogodniejsze. Jednak nikt żadnej nie wykorzystał.
Real Madryt grał bardzo nerwowo w obronie, jakby nie wiedział, jak ma radzić sobie z atakami rywali. Nerwowość udzielała się także Mourinho, który przy jednej sytuacji ze złości kompął ławkę. Zresztą, cały czas można było obserwować jak wydziera się na piłkarz i się, delikatnie mówiąc, złości. Skutkiem jest pierwsza stracona bramka w tym sezonie.
Po takim meczu trudno kogokolwiek wyróżnić. Na pewno dobrze, że przełamał się Cristiano Ronaldo i strzelił piękną bramkę z wolnego dając nam zwycięskiego gola. Trzeba go za to pochwalić, choć za ogólną postawę w meczu już nie koniecznie.
Widać, że się stara, widać, że nie wszystko mu wychodzi…. a nawet, że większość mu nie wychodzi.
Skład Królewskich (4-2-3-1):
Casillas : Sergio Ramos, Pepe, Carvalho, Marcelo : Khedira, Xabi Alonso: Cristiano Ronaldo, Özil (Lass 77) , Di María (Granero 83): Higuaín (Benzema 89)
Gra wyraźnie się nie kleiła, a wygraną zawdzięczamy indywidualnym umiejetnościom naszych zawodników. Dobrze w takich meczach mieć w składzie Cristiano czy Di Maríę. Cieszmy się więc, i z nich, i z 3 punktów. O stylu cichutko…
21 lat - kibic Realu Madryt